lutego 29, 2024

obudź się wraszcie

Kiedy wróciłem, leżałaś w fałdach pościeli i dwóch koców. Dla równowagi wygrzebałaś na wierzch jedną trzecią prawej stopy, by cierpiała przez nieszczelne okna i samotnie znosiła przeciskający się do środka wiatr. Włosy rozsypały Ci się na poduszce. Jak wstaniesz, znowu będziesz narzekać, że się ich nie doczeszesz do następnej zimy. Uśmiechasz się przez sen i coś tam mamroczesz. Siadam obok, by słyszeć Cię lepiej, ale milkniesz, chcąc dochować sennej tajemnicy. Dotykam Twojego ciepłego policzka i odgarniam grzywkę z Twojej twarzy, byś się przez nią nie udusiła. Rozpoznajesz mój dotyk i odwracasz się do mnie, by przylgnąć do mojej dłoni w sposób najbardziej komplementarny.

I śpisz dalej.

Nie potrafię się ruszyć z miejsca, więc tak trzymam Twoją ospałą głowę w naj-nie-wygodniejszej pozycji na świecie. Drętwieje mi już ręka. Jeśli się obudzisz i przeczytasz, jak się dla Ciebie poświęcam, to może mi się odwdzięczysz śniadaniem.

Patrzę jak spod luźnej koszulki wyłaniają się Twoje blade obojczyki i jak delikatne wyglądają w ciężkich kłębach pościli. Wydajesz się taka krucha, taka mała i niewinna. Gdybym powiódł wzrokiem trochę wyżej, nie spodziewałbym się tych wszystkich czerwonych plam. Przepraszam, pocałunki zaschły Ci na szyi. Choć te krwawe pamiątki miłości w końcu wyblakną, teraz żarzą się szkarłatem - i szkarłat napływa mi do głowy.

Obudź się wreszcie.


lutego 22, 2024

do jaskółki


zawsze będę czekał 

z moim spróchniałym sercem

żywiczną lepką krwią

chłodnym cieniem duszy


będę grał symfonię szumu

szept liści palnych słońcem

z nadzieją że usłyszysz mnie w wietrze

i odpowiesz swym śpiewem


nieskrępowana oddasz się niebu

którego będę starał się sięgnąć

drewnianymi palcami

twardniejącymi z tęsknoty

 

lutego 22, 2024

Słowozbiór 2

 Cierpię na emocjonalną impotencję, ale, jeśli chcesz, mogę rozebrać Cię z myśli, dotknąć Twojego miękkiego smutku, pieścić każdy skrawek Twojego zagubienia.


Czekam na śnieg. Niech nas wszystkich ze wstydu ukryje przed światem, niech nas wybieli w oczach nieba. Bo my, istoty kruche i zimniejsze niż lód, nie rozpływamy się w dłoni pod wpływem ciepła i nie topniejemy na wiosnę.



Nałożyłam sobie opaskę na oczy i narzekam, że się zgubiłam.


Urodziłam sobie kolejne alter ego. Tak jakoś wyszło, że je kolekcjonuję jak znaczki pocztowe. Przyklejam je do ciała i wysyłam przed ludzi z nadzieją, że ślina jest niezawodnym klejem; że się nie rozlecę w pierwszym powiewie wielkomiejskiego przeciągu. 

lutego 22, 2024

atrament na skórze

Leżysz pode mną naga, atrament schnie na Twojej skórze. Mówiłaś, że możesz być moją kartką, ale zrozumiałam to chyba zbyt dosłownie. Trzymam pędzel w dłoni. Farba spływa na prześcieradło, które po wszystkim będzie do wyrzucenia.

Do twarzy Ci ze śladami moich myśli na ciele. Czuję, jakbym się na Tobie tatuowała i aż żałuję, że możesz mnie zmyć w każdej chwili. Tak pięknie się na Tobie ułożyłam w tych kształtnych pociągnięciach pędzlem. Tak uroczo się rumienisz, kiedy masz na sobie tylko mój wzrok i kilka czarnych plam.


Zaraz pewnie pójdziesz pod prysznic, ale póki co dajesz mi się napatrzeć. Wiesz, że lubię, jak moje słowo oddycha; jak się przede mną wije w pościeli i czeka.


lutego 21, 2024

tragizm ludzkiej egzystencji


Przybywa mi lat, a ubywa szczęścia. Zależność odwrotnie proporcjonalna: im więcej rozumiem, tym nieszczęśliwsza się staję. Może powinnam przestać poznawać świat, zanim całkiem się rozpadnę?

Dzieci postrzegają życie inaczej – nie muszą go znać, by dobrze się bawić. Beztrosko wyciskają z niego sok i piją, dopóki nie pojawi się pierwsza gorycz. Wtedy piją ostrożniej. Z czasem nabywają awersji smakowych i zaczynają grymasić. Moje pytanie brzmi: czy bez tego da się przetrwać?

Zaczynam myśleć, że w odpowiedzi na to pytanie leży tragizm ludzkiej egzystencji – wszyscy dążymy do nieszczęścia, bo tylko ono jest w stanie nas uchronić.

stycznia 19, 2024

Pada śnieg i świat się wydaje taki ciemnoniebieski, zimny i czysty. Czuję się w tym wszystkim bardzo mały, istotny tyle co jeden płatek śniegu, który trafił na ziemię tylko po to, by zaraz stopnieć i zostać wchłoniętym przez glebę. Z tym, że topnieję nieco dłużej.

Mam wrażenie, że świat mi wyrósł na plecach niczym grzyb; że mnie pożera niczym pleśń. A ja go dźwigam wdzięcznie i z dumną, niczym moje żywe brzemię. Mój tragicznie piękny order przemijalności.

stycznia 19, 2024

słowozbiór 1


Moje pisanie jest jak one night stand.



Zostanę dziadkiem, który na łożu śmierci nadal nie będzie wiedział, kim chce zostać, gdy dorośnie.



Życie to dla mnie jabłko, w które nie potrafię się wgryźć. Mogę jedynie patrzeć, jak inni żują jego miąższ, aż im sok spływa po brodzie.



Chciałem powiedzieć, że kochałem się ze słowami, ale nasza relacja przypominała bardziej BDSM.


stycznia 19, 2024

słyszę ciężar za oknem
rozpływa się w ustach słodyczą
zostawił mnie samą o świcie
nagą bezbronną i zgniłą

usycham w domu mych marzeń
z sercem krwawiącym na czole
zasypiam z wyschniętą wargą
od szminki barwionej złotem

stycznia 19, 2024


Drżały Ci dłonie, kiedy podawałeś mi herbatę w kubku z napisem "babcia ma zawsze rację". Naszykowałeś sporo ciast, zrobiłeś jakąś nową sałatkę ze śledziem, stół uginał się od ciężaru wędlin i sera. Dawno Cię nie widziałem. Nie przypominam sobie, byś kiedykolwiek wcześniej miał na twarzy ten smutny wyraz osamotnionego starca. Każdego żegnasz prośbą o częstsze odwiedziny, powtarzasz to kilka razy. I bardzo Ci przykro, że nikt za wiele nie zjadł.

Aż się wierzyć nie chce, że równo rok temu prosiłeś babcię, by w końcu umarła.
Copyright © 2014 Mu(humory) , Blogger