I śpisz dalej.
Nie potrafię się ruszyć z miejsca, więc tak trzymam Twoją ospałą głowę w naj-nie-wygodniejszej pozycji na świecie. Drętwieje mi już ręka. Jeśli się obudzisz i przeczytasz, jak się dla Ciebie poświęcam, to może mi się odwdzięczysz śniadaniem.
Patrzę jak spod luźnej koszulki wyłaniają się Twoje blade obojczyki i jak delikatne wyglądają w ciężkich kłębach pościli. Wydajesz się taka krucha, taka mała i niewinna. Gdybym powiódł wzrokiem trochę wyżej, nie spodziewałbym się tych wszystkich czerwonych plam. Przepraszam, pocałunki zaschły Ci na szyi. Choć te krwawe pamiątki miłości w końcu wyblakną, teraz żarzą się szkarłatem - i szkarłat napływa mi do głowy.
Obudź się wreszcie.




