Pada śnieg i świat się wydaje taki ciemnoniebieski, zimny i czysty. Czuję się w tym wszystkim bardzo mały, istotny tyle co jeden płatek śniegu, który trafił na ziemię tylko po to, by zaraz stopnieć i zostać wchłoniętym przez glebę. Z tym, że topnieję nieco dłużej.
Mam wrażenie, że świat mi wyrósł na plecach niczym grzyb; że mnie pożera niczym pleśń. A ja go dźwigam wdzięcznie i z dumną, niczym moje żywe brzemię. Mój tragicznie piękny order przemijalności.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz