lutego 29, 2024

obudź się wraszcie

Kiedy wróciłem, leżałaś w fałdach pościeli i dwóch koców. Dla równowagi wygrzebałaś na wierzch jedną trzecią prawej stopy, by cierpiała przez nieszczelne okna i samotnie znosiła przeciskający się do środka wiatr. Włosy rozsypały Ci się na poduszce. Jak wstaniesz, znowu będziesz narzekać, że się ich nie doczeszesz do następnej zimy. Uśmiechasz się przez sen i coś tam mamroczesz. Siadam obok, by słyszeć Cię lepiej, ale milkniesz, chcąc dochować sennej tajemnicy. Dotykam Twojego ciepłego policzka i odgarniam grzywkę z Twojej twarzy, byś się przez nią nie udusiła. Rozpoznajesz mój dotyk i odwracasz się do mnie, by przylgnąć do mojej dłoni w sposób najbardziej komplementarny.

I śpisz dalej.

Nie potrafię się ruszyć z miejsca, więc tak trzymam Twoją ospałą głowę w naj-nie-wygodniejszej pozycji na świecie. Drętwieje mi już ręka. Jeśli się obudzisz i przeczytasz, jak się dla Ciebie poświęcam, to może mi się odwdzięczysz śniadaniem.

Patrzę jak spod luźnej koszulki wyłaniają się Twoje blade obojczyki i jak delikatne wyglądają w ciężkich kłębach pościli. Wydajesz się taka krucha, taka mała i niewinna. Gdybym powiódł wzrokiem trochę wyżej, nie spodziewałbym się tych wszystkich czerwonych plam. Przepraszam, pocałunki zaschły Ci na szyi. Choć te krwawe pamiątki miłości w końcu wyblakną, teraz żarzą się szkarłatem - i szkarłat napływa mi do głowy.

Obudź się wreszcie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Mu(humory) , Blogger